poniedziałek, 7 sierpnia 2017

135. Spalona żywcem - Souad

Kocich łapek: 10
czytałam: 1 dzień
autor: Souad
tłumaczenie: Ewa Cieplińska
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 2004 (data przybliżona)
cykl: -
seria: -
gatunek: biografia/autobiografia/pamiętnik
stron: 184
wersja: papierowa/posiadam
oprawa: twarda, lakierowana
ISBN: 8373912401
cena z okładki: 29,90 zł
tytuł oryginalny: Burned Alive


 Jeśli jest na świecie ksiązka, która wstrząsnęłaby mną w całości, mimo - wydawać się mogło, ogarnięcia z brutalnością życia, to chyba właśnie "Spalona żywcem" zajęłaby bardzo wysokie, choć mało chlubne miejsce w tym rankingu. Wstrząsająca, zaskakująca i przerażająca, łamie taboo i opowiada o tym, jak wiele zła wyrządzić mogą "tradycyjne wartości". Ryzykując życiem swoim i własnym, skrywając się pod pseudonimem "Souad", kobieta pochodząca z Afganistanu opowiada o tragedii, jaka ją spotkała... 

 Souad była nastolatką i była zakochana. I to było powodem, dla którego spalono ją żywcem...




 Wychowywana w tradycyjnej, afgańskiej rodzinie, kobieta nie znała innego trybu życia, niż ślepe posłuszeństwo ojcu. Ojciec był wyrocznią, on decyduje o wszystkim, co dotyczy młodziutkiej dziewczyny. Wszystko może być przewiną i wszystko może być powodem do bicia. Kobieta nie ma prawa do niczego. Tu mężczyzna stanowi prawo - narratorka powieści ma tego świetną świadomość. Mężczyzna może wszystko: jej młodszy brat może wychodzić gdzie chce i kiedy chce, ubierać się jak chce. Ona nie może. Ona musi ubierać się tradycyjnie, żyć zgodnie z tradycją. Nieliczne chwile wytchnienia i samotności są wykradane. I wówczas pojawia się tragedia: Souad zakochuje się. Choć wie, że dla niezamężnej i młodej kobiety może to być wyrokiem, całkowicie ufa wybrankowi, że ją poślubi. Gorzkie rozczarowanie, ciąża... staje się przyczyną hańby całej rodziny. I jako "zhańbiona" - musi ponieść odpowiedzialność za swój czyn. Katem i oprawcą staje się jej szwagier. Słowa "Zajmę się tobą" nawet teraz sprawiają, że po zakończeniu lektury czuję dreszcz na plecach... A co czuła Souad? Zobaczyła tylko zapałkę. A później trafiła do szpitala, w którym, gdyby nie upartość pewnej francuski, zapewne przyszłoby jej skonać w samotności i cierpieniu... 

 Historia głównej bohaterki, choć oparta na faktach - tfu! jest w pełni autentyczna - brzmi jak jakiś dziwny horror, wytwór fantazji naćpanego scenarzysty. Bo jak to tak? W cywilizacji, jaką znamy, takie coś!? Jak to tak można!? Ano... można. I nie zamierzam szkalować tu żadnej cywilizacji i żadnej kultury, bo wychodzę z założenia, że na poziomie człowieka - wszyscy jesteśmy sobie równi. Ale jak już o kulturze mowa... Cush. Dla nas, europejskiego świata, nie do pomyślenia jest, by wykonać taką zbrodnię. Znaczy się... można pomyśleć. To cichy dramat rozgrywający się w naszym, cywilizowanym świecie, za zamkniętymi drzwiami - ale my, jako całe społeczeństwo, nie dajemy na to przyzwolenia. W krajach arabskich jednak, gdzie kulturę kształtowały zgoła inne korzenie i historia od naszej - takie działanie jest absolutnie normalne i przyjęte, uważane za coś oczywistego jak oddychanie. nie mówi się o tym - to tradycja. Nie akceptowalna dla nas i niezrozumiała, ale "tradycja". Piszę o tym specjalnie używając cudzysłowu - nie zamierzam obrażać nikogo - jednak jest to temat mocno kontrowersyjny i bardzo wkraczający w taboo świata muzułmańskiego. Cudem ocalona główna bohaterka, po tygodniach cierpień, w świecie, którego nie rozumiała, nie posługując się językiem kraju, w którym była, żyła - opowiada o tym wszystkim, świadoma konsekwencji. Ale jest odważna, snuje swoją opowieść, pokazując światu, jak wiele jeszcze jest do odkrycia i do prób zmiany. Ale czy się to uda? Czy zamknięty świat mężczyzn przełknie gorzką pigułkę...?

 Gdy trzymałam w dłoniach tą powieść, miałam mieszane uczucia. Potem zaczęłam czytać. Od neutralnych ale nieco chaotycznych wspomnień, aż po traumę i szok - w "Spalonej..." miałam wszystkie emocje, jakie tylko się dało uzyskać. Ale i więcej - poznałam zamkniętą kulturę, kompletnie obcą dla naszego świata, choć "poznanie" to mocne słowo. Raczej jej wycinek. Ale poznałam. Dowiedziałam się o praktykach, które dla nas są obce i przerażające. I poczułam faktyczny strach. Tak, możecie mnie teraz osądzać od czci i umysłu, ale boję się, patrząc na zalew imigrantów z krajów arabskich. Nie, nie mówię, że wszyscy są tacy sami, ale... kto wie, co czai się pod daną twarzą? Nie wiemy... Nie mniej, to nie jest książka o emigracji, ale o tym, co się wydarzyło w zamkniętym świecie i jak tylko przypadek sprawił, że się o tym dowiedzieliśmy. gdyby nie Jacqueline -nie znalibyśmy Souad, nie wiedzielibyśmy, jak wiele przeszła piekła. W całości jednak ta opowieść ma pozytywny wydźwięk. Główna bohaterka znajduje swoiste ukojenie, radość w rodzinie, którą założyła. Przeżyła. Ale wciąż żyje w strachu, że jej rodzina ją znajdzie i dokończy zemstę...




 Przyznaję bez bicia - często, czytając tą książkę, miałam łzy w oczach. Chciałam Souad przytulić. Ale się nie dało. Nie mniej, kibicowałam jej, i gdy była nastolatką, i później w szpitalu - nawet, gdy urodziła, sama, pozbawiona pomocy. I później, gdy trafiła do Szwajcarii, gdy przechodziła trudne operacje... i gdy już wszystko poukładało się dobrze. Ale emocje były, stale towarzyszyły, niemal pry każdej stronie. Wraz z Souad szłam zbierać owoce, wypasać kozy, czy bać się czy nie za wolno czynię wszystko. Wciągnęłam się bardzo!

 Absolutnie, nie mam żadnych minusów znalezionych w tej pozycji. To świetny, wzruszający ale i poruszający przykład tego, jak religia może wpływać na życie, jak wiele może zmienić. Czasem to drobina a czasem... 

 Główna postać? Souad. Kobieta po przejściach tak tragicznych, że niemal nie do uwierzenia. Przerażające losy afgańskiej kobiety, która wycierpiała wiele, ale udało się jej odzyskać godność. 

 Okładka...? Okładka niezwykle przyciąga uwagę. Zamaskowana postać ze spojrzeniem, które przenika na wskroś. Absolutnie obłędnie genialne. Jestem okładką zachwycona.

 I chyba... chyba tyle powiedzieć mogę. Ciężko ocenić coś, co jest opisem ludzkiej tragedii. Choć warto ją poznać i wiedzieć, jak wiele zła można uczynić drugiej osobie w imię religii...

 Zastanawiam się, ile takich "Souad" jeszcze jest. Jak wiele kobiet spalonych żywcem, w imię "honoru" cierpiało? Wiele... bardzo wiele. Ta pozycja porusza, zaskakuje,w zrusza i zmusza do refleksji. Jest niezwykła. I bardzo, bardzo mocna. Ja polecam ją szczerze.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz